Powinnam pisać pracę na OLIJP.
Termin - 4 grudnia.
Przeczytałam Pestkę, mniej więcej Martę, Kaśkę Kariatydę. Została Lalka, Rajska Jabłoń, Ludzie Bezdomni?...
Koncept pracy jest, ale oczywiście głupia ja, postawiona przed wyborem: komputer albo pisanie pracy wybieram to pierwsze. Niestety zawsze.
Dziś obiecałam sobie, że zacznę, a do pisania na komputerze ma mnie natchnąć LJ, żebym zdała sobie sprawę, jakim paskudnym stworzeniem ze słomianym zapałem jestem, jeśli chodzi o odrobinkę obowiązku ;P
Dziś idę na urodziny do koleżanki, a w przyszłym tygodniu masa roboty - dwa zaległe sprawdziany z historii, wideoklip na francuski (WTF?), sprawdzian z węglowodorów nienasyconych.
Jeśli chodzi o wideoklip na francuski - mamy zrobić teledysk do piosenki "J'ai peur de tout", ballady o życiu. Umiejętność tworzenia klipów ma się tak do znajomości francuskiego, że nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. A ja cenię swój czas i muszę go na to zmarnować - przecież wolałabym zrobić AMV :P
Jeśli chodzi o moje niewinne hobby (:P), obecnie mam fazę na FMA. Zachęcona przez koleżankę ze szkoły i Justynkę, która wprowadziła mnie do świata m&a, dwa tygodnie temu obejrzałam 1 odcinek Brotherhood (1 serii nie widziałam - parę dni temu wzięłam się za Shamballę, ale jestem zawiedziona. To nie powinno nazywać się Shamballa, ale Szambala - za zakończenie ;( i zachowanie OOC paru postaci, szczególnie Winry - od kiedy ona jest taka subtelna? ><).
Moja reakcja na Brotherhood: niezłe, fajne uniwersum, ale nie podoba mi się poczucie humoru podczas walki.
Odcinek 2, 3 - może być, nie jest źle.
Odcinek 4, z Shou Tuckerem, wgniótł mnie w fotel. Pozytywna atmosfera tego odcinkaw jednej chwili została zgnieciona - jak dla mnie majstersztyk.
Następne odcinki oglądałam z poglądem - nie dobre anime, ale bardzo dobre.
Od 10 odcinka wpadłam już w mały ciąg - a poznanie kolejnych bohaterów, zagęszczenie się fabuły sprawiły, że powstał duży ciąg i trwa do dziś. Objawia się on:
- ekstazą
- fangasmem na widok Roya
- pairingiem Roy/Riza (uwielbiam obu, a każda ich wspólna scena wywołuje u mnie kwik radości)
- zamęczaniem moich koleżanek wrażeniami
- kupieniem sobie 2 tomiku FMA - w chorzowskim Matrasie są jeszcze 15,16,17, ale teraz będę już kupowała po kolei ;)
Gosia, również fanka FMA, nazywa mnie otaku ;P Cóż, nie poczuwam się do tego, bo u mnie wygląda to tak: albo mnie coś wciągnie, albo nie. Jeśli wciągnie - to na amen, a moja ekstrawertyczna natura jest odpowiedzialna za zamęczanie wszystkich wrażeniami. Jeśli mnie nie wciągnie - oglądanie idzie mi dość wolno, no i reakcje są daleko bardziej umiarkowane.
A teraz, po moim pięknym eseju i złożeniu solennego postanowienia, że będę systematycznie pisała na LJ, mogę udać się do czytania "Kaśki Kariatydy" Całe szczęście, że lektury naprawdę mi się podobają, a miłym zaskoczeniem była "Marta" - tyle słyszałam o "Nad Niemnem" i osławionych opisach Orzeszkowej, a dostałam wciągającą i smutną historię.
Adieu ;)